|
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Aurora
szefowa młodsza
Dołączył: 01 Wrz 2005
Posty: 6548
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Sob 10:28, 06 Paź 2007 Temat postu: Przed bitwą [HP, spoiler] |
|
|
Cóż, nareszcie udało mi się cokolwiek napisać. Cokolwiek skończyć. Jest krótkie. Taka miniaturka, raczej na poważnie. Spoilery 7 tomu.
Ja przepraszam, ale musiałam to napisać, naprawdę.
Przed bitwą
Odłożył różdżkę na biurko i usiadł zmęczony w fotelu.
Zamknął oczy.
Wbrew pozorom, bycie dowódcą nie polegało na ciągłym przyjmowaniu wyrazów szacunku od podwładnych. Było ciężką, niewdzięczną pracą. Pełną zamachów, kar i krzyków. Kiedyś myślał, że bycie panem jest proste.
Teraz sądził, że gdyby nie fakt bycia panem Starszej Różdżki, nie miałby szans.
Ludzie byli głupi, ludzie myśleli, że zabijanie jest zabawą. On wiedział, że to nie była zabawa. Zabijanie było skutkiem ubocznym, nigdy celem. Nigdy.
A on był z tym wszystkim sam. Musiał dowodzić wojskiem, rozmawiać z dyplomatami i w międzyczasie żyć.
Posiadał potęgę. Posiadał władzę. Posiadał Straszą Różdżkę.
Ale jakiś natrętny głos w jego głowie pytał, po co mu to wszystko, skoro został sam.
Nie to, że nikogo nie było. W pałacu mieszkało wielu ludzi, którzy przyszliby i zrobili, co zechciał, gdyby tylko poprosił. Poza pałacem były setki dowódców niższego szczebla, którzy tylko czekali, aż kiedyś zastaną go nieuzbrojonego w ciemnym zaułku i sami zajmą jego miejsce.
Zdawał sobie z tego sprawę. Nie był głupi.
Ale i tak był samotny. Nikt go nie rozumiał. Nie mógł brać za objawy zrozumienia szalone krzyki tłumów, kiedy wychodził na balkon i podnosił ręce. Kiedy przemawiał do nich, a oni nie słuchali, nie słuchali, za to z uwielbienie wywrzaskiwali jego imię. I szli na spotkanie śmierci.
Nie miał przyjaciół. Jeśli ludzie podają się za przyjaciół kogoś, kto dzierży w dłoni władzę, oni przyjaciółmi nie są. Był tego świadom, a jakże.
Czasem nachodziły go myśli, że w życiu spotkał dwie osoby, które go rozumiały, które go słuchały.
Obie zawiódł.
Matka nie żyła, umarła zanim wyrzucono go ze szkoły, umarła, wiedział, dobrze o tym wiedział, z marzeniami o wolności, za którą zginął jej starszy brat.
Nie udało mu się uzyskać tej wolności. Nie udało mu się powstrzymać mugoli od własnych walk i mordów.
Nie chciał myśleć o matce, nie chciał myśleć o kobiecie, która, gdyby żyła, nie byłaby w stanie patrzeć na dokonania swojego syna.
Drugą osobą był człowiek, którego znał raptem dwa miesiące. Którego był w stanie słuchać, który słuchał jego, dla którego nie był nikim, kiedy właśnie tym był. Nikim.
Kolejna osoba, którą zawiódł, która jego zawiodła. Nie mógł inaczej postąpić, nie mógł go zostawić, powinni być tu teraz razem, planować, rozmawiać, wznosić toast za większe dobro.
Nie wiedział, że tak to się skończy, że będzie mógł o nim przeczytać tylko w gazecie. Usłyszeć plotki.
I bać się go, bać się tak bardzo, że nie był w stanie odważyć się, by zaryzykować. Nie mógł go spotkać, nie, nigdy.
Czasem myślał, że byłoby lepiej dla nich obu, gdyby kiedykolwiek się nie spotkali. Wiedział, że to prawda.
Wiedział, że to wszystko jest niewłaściwe.
Nie powinien być sam. Powinni być tu obaj.
Spojrzał na różdżkę leżącą na stoliku.
Nie powinien był się nad tym zastanawiać. Czekają na niego, trzeba ruszyć w bój, przeznaczenie wzywa. Z trudem przekonywał siebie, że po prostu strach ma wielkie oczy. Trzeba iść.
Podobno tamtymi ma dowodzić Albus.
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
Noelle
robalique
Dołączył: 01 Wrz 2005
Posty: 2024
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Sob 16:27, 06 Paź 2007 Temat postu: |
|
|
Nareszcie... i najwyższa pora! I za co ty pzepraszasz, mon amour? Czytam sobie, czytam, nasuwa się oczywiste voldemortowate skojarzenie, lecz nie, jest coś lepszego. Stary, dobry G.(tzn. w tekście jeszcze nie stary...) To mi się podoba. Czasem nie wiedziałam co myśleć o twojej pisaninie, ale dzisiaj wiem, że zrobiłaś kawałek dobrej roboty... To słodzenie, ale dziś, wyjątkowo, uzasadnione.
|
|
Powrót do góry |
|
|
Hekate
szefowa
Dołączył: 01 Wrz 2005
Posty: 5680
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Toruń
|
Wysłany: Czw 19:03, 18 Paź 2007 Temat postu: |
|
|
Nadrabiam zaległości
Mrrru, Ori, bardzo ciekawa rzecz! Taka... antyczna. Wręcz starożytnorzymska. Nie wiem dlaczego, ale podstawiłam sobie za Albusa i Gellerta - Juliusza Cezara i Gnejusza Pompejusza.
Nie, ja nie jestem normalna...
Takie rozmyślania, tuż przed wydarzeniem granicznym, są niepowtarzalne. Podejrzewam, że właśnie wtedy człowiek widzi przed oczami całe swoje życie.
Mistyczne, straszne, fascynujące, namacalne.
A ty to dobrze oddałaś! Chociaż mnie tu jednak brakuje strachu, nie wierzę, że Gellert był w stanie się nie bać.
Brakuje wahań.
Ale widocznie ty masz inną wersję, a ja tę twoją twojszość przyjmuję bez protestu.
Czepnę się tylko jednej rzeczy, o tutaj:
Cytat: | Czasem myślał, że byłoby lepiej dla nich obu, gdyby kiedykolwiek się nie spotkali. |
Błąd stylistyczny, niedobrze użyte "kiedykolwiek". Przedobrzyłaś! Lepiej by pasowało zwykłe "nigdy się nie spotkali".
Poza tym - dobre.
Nie takie znowu bardzo porażające, ale dobre i owszem tak.
|
|
Powrót do góry |
|
|
Windykatorka
wilczek kremowy
Dołączył: 17 Wrz 2006
Posty: 52
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Pią 22:40, 19 Paź 2007 Temat postu: |
|
|
Naprawdę chciałam to skomentować, ale wyjątkowo silnie odezwał się mój antytalent do werbalizowania myśli. No i nie umiem...
Gellert, dowódca, osamotniony i samotny również teraz, bo jest kimś wyżej, a nie ma nikogo obok (czy już zaczęłam bredzić?). Gellert i Albus.
Cytat: | Podobno tamtymi ma dowodzić Albus. |
Całkiem ładna końcówka. Dość wyraźne rozgraniczenie; my/oni, z Dumblem po jednej ze stron.
Podoba mi się.
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
Możesz pisać nowe tematy Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|