FAQ
Szukaj
Użytkownicy
Grupy
Galerie
Rejestracja
Profil
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
Zaloguj
Forum Lunatyczne forum Strona Główna
->
Fanfiki
Napisz odpowiedź
Użytkownik
Temat
Treść wiadomości
Emotikony
Więcej Ikon
Kolor:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańćzowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Rozmiar:
Minimalny
Mały
Normalny
Duży
Ogromny
Zamknij Tagi
Opcje
HTML:
TAK
BBCode
:
TAK
Uśmieszki:
TAK
Wyłącz HTML w tym poście
Wyłącz BBCode w tym poście
Wyłącz Uśmieszki w tym poście
Kod potwierdzający: *
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Skocz do:
Wybierz forum
Strefa gęsta od promili
----------------
Wokół sami lunatycy
DZIUPLA POD KSIĘŻYCEM
Piwnica
Melina ćpunów sztuki
----------------
Dom japoński
Gniazdo kinoluba
Szafa grająca
Literaturownia
Klub Pojedynków
Proza
Zakątek literata
----------------
Lodówka trolla Świreusa
Fanfiki różnofandomowe
Fanfiki
Poezja
Katakumby
Jak to u nas drzewiej bywało...
----------------
Archiwum dawnych wątków
Tematy okołopotterowskie
Archiwum literackie
Przegląd tematu
Autor
Wiadomość
Alheli
Wysłany: Sob 19:49, 17 Sty 2009
Temat postu:
kopia z mirriela
Jest w tym fiku coś ulotnego. Taka melancholia, do której nie pasują ani gwiazdy na niebie ani kwitnące wrzosy. Fik raczej kojarzy mi się z jesienią i z padającym deszczem. Samotny Remus wspominający najlepszego przyjaciela. Tu wściekłości już nie widać, jest tylko smutek. I żal za tym, co minęło i tym, czego już nie będzie.
Spodobała mi się forma, ten monolog Remusa, ale dość oryginalny. Rozmowa z Syriuszem, chociaż nie słyszymy jego odpowiedzi. Dla mnie jest to fik o godzeniu się z przemijaniem i odchodzeniem. Kojarzy mi się trochę z pieśniami fado (gdzieś muszę wcisnąć swoją obsesję), choć pewnie nie myślałaś o tym w trakcie pisania. Ale taki jest, melancholijny i magiczny.
Remusa kupuję z całym dobrodziejstwem inwentarza. Zagubiony bez przyjaciela, ale starający się żyć normalnie. I ta przepowiednia Trelawney. Niestety prawdziwa, choć trochę spóźniona.
I to powolne godzenie się ze swoim losem. Tak jak w tekstach pieśni fado.
Coś w tym jest.
Do stylu nie mam zastrzeżeń, czytało się dobrze. I fik mnie, istotę odfandomioną, zmusił do refleksji.
Gratuluję i życzę wena
Nela
Black Lights
Wysłany: Śro 13:41, 31 Gru 2008
Temat postu:
Zazwyczaj nie lubię tekstów w których nie ma żadnej dyskusji. Bohater sam pyta i odpowiada, nie ma dialogu. Tu jednak nie mogło być inaczej – bo Remus prowadzi monolog sam ze sobą. Bardzo pasuje mi to do tego tekstu. Nadaje mu klimatu i smutku. Kupuję takiego Remusa, bo dla mnie on zawsze był wrażliwy. Potrafił patrzeć na różne rzeczy przez pryzmat uczuć, wszystko dokładnie studiował. Urodzony poeta.
Ponad to Lupin mimo wszystko zawsze będzie dla mnie postacią tragiczną. Nawet, kiedy wydawało się, że ma wszystko w nim i tak tkwił jakiś dziwny smutek. W szkole nie potrafił powstrzymać swoich przyjaciół przed krzywdzeniem innych, choć dyrektor mu zaufał – uczynił go prefektem. Był między młotem, a kowadłem. Mógł, albo zdenerwować przyjaciół, albo zawieść dyrektora. Nawet kiedy był z Tonks nie potrafił do końca się tym cieszyć. Był wilkołakiem, nie miał pieniędzy i panowała wojna – jego całe życie było próbą. Dlatego kupuję twojego Remusa. On nie bał się śmierci. Codziennie stykał się z bólem i na pewno wiele razy chciał by to minęło, by po prostu nie musiał myśleć i czuć. Po śmierci Syriusz to pragnienie na pewno stało się silniejsze. Wszyscy wokół umierali, choć tego nie chcieli. Syriusz też pewnie nie chciał umierać, on po prostu chciał zaryzykować, ale zginął. Remus z kolei chciał odejść, ale nie mógł.
Pociąg omijał jego stację.
Piękny tekst, który daje do myślenia. Jestem na tak.
Pozdrawiam!
Zaheel
Wysłany: Wto 11:21, 23 Gru 2008
Temat postu:
Tak dla takiego Remusa, szczególnie w momencie po zniknięciu Syriusza, kiedy przyszła chwila wytchnienia - brak zajeć - dopadła go zaduma i melancholia. Tyle, że jak dla mnie to nie został taki na zawsze - to tylko chwilowe załamania, które zdarzają się dość rzadko i tylko w odosobnieniu, ewentualnie w towarzystwie butelki Ognistej. Zapomnienie o całym świecie takie bardzo do niego podobne, ale nie takie kompletne zatracenie się.
Miniatura bardzo przekonywująca - ma Remusa trafiajacego w moje kanony. Poza tym monologi tego typu strasznie lubię^^
Hekate
Wysłany: Nie 20:10, 23 Lis 2008
Temat postu:
Stachura. Jak zaczyna się cytatem ze Stachury, to przecież nie można nie przeczytać całości, prawda? To fakt, Sted pisał kiepskie wiersze, w zasadzie był grafomanem, ale jest w nich coś takiego, co trafia w czuły punkt. "Biała lokomotywa" też trafia, bardzo nawet, a Twój pomysł, żeby połączyć ją skojarzeniowo z postacią Remusa, wydaje mi się bardzo trafiony.
Przede wszystkim wyczuwa się smutek. Etapy wściekłości i buntu już przeszły, została tylko rezygnacja i ogromne pragnienie
nieistnienia
- och, żeby po prostu przestać istnieć...! Myślę, że Remusowi nie chodzi nawet o zaświatowe spotkanie z przyjacielem, on chciałby zniknąć; nie potrzebuje pocieszającej myśli o jakimś Elizjum, o jakichś, antycznych, czy chrześcijańskich, zaświatach. Wystarczyłby brak życia, ostateczne pozbycie się pustki, która wysysa soki życiowe (z dnia na dzień jest coraz gorzej), nie dając w zamian ukojenia.
Ten stan kojarzy mi się trochę z uczuciem, jakie ma się po zażyciu silnych tabletek uspokajających. Wszystko za mgłą, wata w uszach, ale organizm dalej trzyma się życia, bo inaczej nie może.
I strach. Strach przed podniesieniem ręki na samego siebie. Chciałbym umrzeć, ale niech to się stanie samo, żebym nie musiał znowu wtłaczać w siebie rozpaczy.
Rozpacz=gwałtowność=życie=ból, krew znowu szybciej krążyłaby w żyłach, a przecież nie o to chodzi, nie zniósłbym tego wszystkiego raz jeszcze.
Zostaje więc czekanie. Powolne rozpadanie się na kawałki, obumieranie za życia...
Dlaczego Biała Lokomotywa nie zatrzymuje się przy moim peronie?...
Kupuję tego Remusa, też go sobie tak wyobrażam w po-wojennych realiach. Niezrozumienie (przyjaciele umarli, młodzi już nie pojmują), samotność i strach. W tym kontekście kanoniczna śmierć w bitwie jest dla Lupina wybawieniem, i Rowling nie mogłaby wymyślić lepszego, bardziej miłosiernego rozwiązania.
O fabule tyle.
A o konstrukcji - hmm, męczył mnie nadmiar pytań (retorycznych, ze względów wiadomych); zbyt często się, moim zdaniem, pojawiały. Ale sama budowa monologowo-dialogowa bardzo pasuje do tematu, potęguje emocje, pozwala lepiej pojąć tragizm bohatera.
Jak to miło, Fayerko, że zechciałaś wrzucić na forum to opowiadania!
Chociaż Lunatycy strasznie się ostatnio lenią z komentowaniem...
Hmm, może jednak ktoś tu zajrzy.
Bo warto!
Fayerka
Wysłany: Nie 19:23, 23 Lis 2008
Temat postu: Świeć, gwiazdo, świeć [HP]
Debiut. Na razie niebetowany, poszukiwania bety w toku. Wytknięcie palcem literówek i tańczących przecinków mile widziane. Tytuł trochę dziwaczny, ale tak to już jest. Mam nadzieję, że miniaturka ta nikogo nie przyprawi o nieodpartą chęć walenia głową w biurko z rozpaczy.
Dedykowane P., choć zapewne nigdy tego nie przeczyta.
I szanownym użytkownikom Lunatico - jako mały prezencik powitalny i próba wkupienia się w łaski.
Koniec mowy obronnej.
"Świeć, gwiazdo, świeć"
"Skąd wzięła się w krainie śmierci
Ta żywa zjawa istny cud
Tu pośród pustych marnych wierszy
Tu gdzie już tylko czarny kurz
Biała Lokomotywa
Ach czyj ach czyj to jest
Tak piękny hojny gest
Kto mi tu przysłał ją
Bym się wydostał stąd
Białą Lokomotywą..."
*
- Chcesz się napić? Nie? No tak, zapomniałem. Najlepsze skrzacie wino. Żałuj, żałuj. Zazwyczaj nie stać mnie na nie, ale taka okazja jest tylko raz w roku. Nie, nie jestem ironiczny. Tylko trochę zgorzkniały. W tym roku czerwiec jest wyjątkowo przygnębiający. Rzadko ktoś mnie teraz odwiedza. Tak, u Harry’ego wszystko w porządku. Był tu w zeszłym miesiącu. Chociaż nie... To chyba było Boże Narodzenie. Tutaj traci się poczucie czasu. Zapomniał? Być może. Ma teraz tyle na głowie. Wiesz, mało już pamiętam. Nie uśmiechaj się tak kpiąco, zawsze mnie to przerażało. Zwłaszcza po tym, jak stamtąd wróciłeś.
Nie chcesz o tym mówić? To dobrze, bo ja też nie. A pamiętasz wtedy, tamten lipiec? Nie wiem jak mnie wtedy znalazłeś. Tułałem się od miesiąca po całej Anglii, zatrzymując się w jakiś wynajętych dziurach.
Po roku w Hogwarcie przyzwyczaiłem się już do ciepłego łóżka i kubka herbaty przed snem, więc było mi trochę ciężko zaczynać od nowa.
Który to był? Dwudziesty lipca? Chyba tak, wrzosy kwitły. Za wcześnie na wrzosy? Nieważne, zresztą. Mieszkałem wtedy w takiej obskurnej chatynce w środku lasu. Nikt tam nie chadzał, bo i po co? Byłem bezpieczny. Sypialnia nie miała okien, ale dzięki temu przynajmniej nie widziałem księżyca. Wiesz jak się przestraszyłem, gdy pewnego wieczoru zobaczyłem cię siedzącego przy stole, jak gdyby nigdy nic? Jak udało ci się przedrzeć przez zaklęcia ochronne, co? Nałożyłem ich chyba z tysiąc, by żaden mugol nie zapuścił się gdzieś w pobliże, w czasie pełni. Co ty wtedy powiedziałeś?
Coś zabawnego, ale nie pamiętam. Ostatnio dużo wspomnień mi umyka. Jakbym miał gdzieś w sobie taką niezabliźnioną ranę, przez którą ulatują mi wszystkie myśli i słowa. Ciekawe co się stanie, gdy opuszczą mnie wszystkie. To coś w rodzaju bardzo powolnego pocałunku dementora. No już, nie drżyj tak. Umieraliśmy tyle razy, że chyba czas wyzbyć się strachu. Daj rękę. Ale zimna. Pytasz, skąd mam te blizny? Poparzyłem się. Nie, ogniem. W nocy palę świece. Nie mogę spać. Śni mi się biała lokomotywa. I ja, z taką wielką, czarną walizą pod pachą. Nie mogę przed nią uciec, więc się budzę. Stworek mówi, że strasznie krzyczę przez sen. Prawie tak samo głośno jak ty, gdy ich widziałeś w snach. Może pójdę z tym do Trelawney, co? Nie śmiej się, ona wcale nie jest taka zła. Tylko trochę samotna. Niedawno wywróżyła mi z ręki, że niedługo umrę. Chociaż nie, to było dwa lata temu. Wykruszam się powoli, wiesz? Tak, masz rację. Jeszcze wiele razy będziemy siedzieć w tej ciemnej kuchni, tak jak teraz. Może zapalę lampę? Daje takie miłe, ciepłe światło. Kiedyś zapalałem ją, gdy czytałem w tej dużej bibliotece na piętrze. Raz mnie tam nakryłeś, pamiętasz? Świtało, a my siedzieliśmy na parapecie z tym cholernym ognikiem między nami. Molly potem zrobiła mi awanturę, że chcemy podpalić dom. Jak siedzę tutaj taki samotny, to mam nawet na to ochotę. Kiedyś w nocy przytknąłem nawet knot świecy do zasłony w twoim pokoju. Zapomniałem go tylko wcześniej zapalić. Zawsze o czymś zapominam.
Już odchodzisz? Weź mój szalik, na dworze pewnie pada śnieg. No tak, jest środek czerwca. Przyjdziesz jeszcze, prawda? Tylko zabierz mnie wtedy ze sobą, Syriuszu. Biała lokomotywa znów ominęła mój peron. Może uda mi się ją jeszcze dogonić.
..........................
* Edward Stachura "Biała lokomotywa"
fora.pl
- załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by
phpBB
© 2001, 2005 phpBB Group
Theme
xand
created by
spleen
&
Emule
.
Regulamin